Kategoria: Testy

Audio

Test głośników Wilson RAPTOR 5 – AUDIO

Wilson RAPTOR 5

Patrząc na całą grupę, trochę zaskoczył mnie fakt (niekoniecznie zmartwił), że w żadnym przypadku wysokie tony nie zostały ani trochę wyeksponowane. Potwierdzają to wyniki pomiarów, co stoi w pewnej kolizji z przekonaniem, iż kolumny niskobudżetowe grają szczególnie „komercyjnie” (może właściwe byłoby określenie „niskokomercyjnie”), wychodzą naprzeciw mniej wyrafinowanym gustom i zaspokajają je przede wszystkim basem i górą. Tymczasem góry nigdzie nie było za dużo, chociaż bas był tak mocny, jak na to pozwalały warunki techniczne; nawet patyczakowate Speaker Boxy 10 próbowały nas czarować przynajmniej ciepłym, gęstym brzmieniem, substytutem „prawdziwego” basu. W przypadku Raptorów 5 mamy już dobre rozciągnięcie, a poziom i charakter basu został dobrany bardzo zręcznie. Jest go sporo, więcej niż z Melodiki, ale nie chodzi tylko o bas, lecz bardziej o cały profil i kompozycję; Wilsony grają niżej; o ile BL30 lekko rozjaśniały, to Raptory 5 „dociążają”, w ich wykonaniu wokale są mniej błyszczące, nawet nie zbliżając się do natarczywości, za to nabierają „ciała”. Są przy tym świetnie wyodrębnione, ukształtowane, nie zostają zamulone i wtopione w wybrzmienie niskich rejestrów, przejście basu do średnicy jest czyste i niepodbarwione. Tonalnie Raptory 5 są więc ciemniejsze od BL30, ale wcale nie mniej dynamiczne – mają nawet mocniejsze uderzenie, nie wchodzą w ocieplenie i zmiękczenie.

Wysokie tony, chociaż wyrównane, są wyraźne, przejrzyste, wręcz wyrafinowane w oddawaniu drobiazgu i najdelikatniejszych wybrzmień. Porównywanie z BL30 jest o tyle „na miejscu”, że to konstrukcje o podobnej wielkości, proporcjach i potencjale głośnikowym (chociaż o zupełnie innej estetyce). Ich brzmienia rozchodzą się w różnych kierunkach, BL30 są „pozytywnie” rozjaśnione i swobodniejsze w budowaniu sceny, Raptory 5 pozostają bliżej neutralności, spójności, dynamiki i dokładności, wchodząc też na wysoki poziom kultury. Spodziewałem się więcej wybryków, a może nawet skrajnej „komercjalizacji”, bowiem dochodziły do mnie głosy o „basowym priorytecie”, jaki został ustalony w ich projekcie, co jednak zostało zrealizowane z umiarem, a doskonałym „skutkiem ubocznym” jest mocna, plastyczna średnica. Być może zamiary konstruktora zostały powściągnięte przez ograniczone możliwości „rozbujania” basu przez dwie 15-ki. Jeżeli tak, to wilk syty i owca cała, bo pewnie więcej basu mają Raptory 7, które znajdą swojego klienta, a trochę delikatniejsze Raptory 5 – swojego. I o tym wyborze nie będzie decydować tylko cena. Raptory 5 mają groźną nazwę, ale brzmienie niebezpieczne tylko dla konkurencji.
Andrzej Kisiel

Pobierz cały tekst:

InfoAudio

Test głośników Wilson MoviX – InfoAudio.pl

Sposobów na zwiększenie przyjemności z oglądanego filmu jest kilka – od płynnych, przez chrupiące po dookólne. Wydawać by się mogło, że szczyt popularności kina domowego mamy dawno za sobą. Jednak patrząc z drugiej strony, wraz z rosnącą przekątną ekranów, zaczyna się ono powoli odradzać. Rośnie także nasz apetyt na dźwięk. Nie da się bowiem w nieskończoność pomniejszać, wbudowanych w telewizory głośników, więc w jakimś momencie trzeba powiedzieć stop i definitywnie pomyśleć o umieszczeniu ich na zewnątrz.

Ostatnie targi CES pokazały, że od tego trendu nie ma odwrotu. Wkrótce ekran telewizora będzie gołą, niekoniecznie płaską taflą szkła lub czegoś podobnego, a świat do tego szybko i chętnie się przyzwyczai. W sklepach audio soundbary to jeden z najlepiej sprzedających się ostatnio towarów. Jednak instalacja oparta na pięciu fizycznych głośnikach jest taką, pod którą miksowane są ścieżki audio na płytach DVD i Blu-ray.

Przyznam, że chętnie recenzuję soundbary. Są to bardzo poręczne urządzenia, natomiast pełnowymiarowe instalacje kinowe traktuję z rezerwą. Posłuchać takiej gdzieś… OK, ale żeby tak u siebie stawiać cały system 5.1? Można to nazwać lenistwem albo po prostu niechęcią do robienia rewolucji w domu. Postawienie zestawu kinowego wymaga nieco fatygi, rozpoczynając od znalezienia miejsca pod 6 głośników, poprzez okablowanie na zestrojeniu wszystkiego kończąc. Jak to często bywa, życie postanowiło zrewidować moje poglądy i wypchnąć mnie ze strefy komfortu.

Dzyń, dzyń zadzwonił domofon. „Dzień dobry. Kurier z tej strony. Czy mógłby pan zejść na dół i mi pomóc? Sam nie dam rady…” Ubrałem się, zjechałem i oto co widzę – naklejka z nadawcą: Horn Distribution, paleta, a na niej zafoliowane chyba pół samochodu! No, może lekko przesadziłem, ale fakt faktem, że 5 głośników znalazło się w pojedynczym kartonie bez uchwytów. Bez przysłowiowego szwagra do pomocy nie da rady. Na szczęście SUB-10, jako sprzedawany opcjonalnie, zapakowany był oddzielnie.

Dźwięk kina domowego
Oto jak w telegraficznym skrócie, wyglądają dostępne metody reprodukowania dźwięku kinowego:
– głośniki wbudowane w telewizor
– soundbary
– zestawy all-in-one
– amplitunery + kolumny od 5.1 do 7.2.4*

* 7 – liczba tradycyjnych kanałów surround, 2 – liczba subwooferów i 4 – liczba głośników sufitowych które może dany sprzęt obsłużyć.

Plusy
  • Atrakcyjna cena oraz bardzo korzystny stosunek jakości do ceny za zestaw 5.0
  • Umieszczone na przednich ściankach otwory bass-reflex. umożliwiają łatwiejszą lokalizację zestawu w małych pomieszczeniach.
  • Wart swojej ceny, opcjonalny subwoofer. Można go dokupić jako uzupełnienie zestawu.
  • Zestaw Movix 5.0 + sub wsparty dobrej jakości elektroniką, potrafi pozytywnie zaskoczyć brzmieniem.
  • Staranne wykonanie i pomino bardzo przystępnej ceny nie ma powodów do narzekania. Za 2.500 zł otrzymujemy celulozowe membrany przetworników, skrzynki kolumn z MDF, solidne terminale głośnikowe.
Minusy
  • Niekompatybilne kolory subwooferów i kolumn systemu 5.0. Dla miłośników jednolitości będzie to trudne – choć oczywiście sub można ukryć.
  • Ciasne zaciski sprężynowe w satelitach. Wymagają przewodu mniejszego niż 4 mm.
Wilson MoviX

Zrób to sam

Jeżeli ktoś w swej naiwności myśli, że teraz wystarczy głośniki wyjąć z kartonów, ustawić, potem zrobić kawę, otworzyć butelkę wina i zacząć seans, to uprzejmie donoszę, że jest w ciężkim błędzie. Przede wszystkim system trzeba okablować. O ile w domu zazwyczaj znajdziemy jakieś przewody pod zestawy frontowe, to jest mało prawdopodobne, byśmy posiadali niezbędne, pozostałe kabelki. W przeciwieństwie do sprzedawanych w marketach zestawów all-in-one, w zestawach pełnowymiarowych, standardowo przewody nie są dodawane. Każdy pokój jest inny, ma inne wymiary, a przewody głośnikowe nie są aż tak tanie, by sprzedawcy rozdawali je chętnie na lewo i na prawo.

Wilson MoviX
Wilson MoviX

W związku z tym jeszcze przed odsłuchem lub w trakcie [img:9:L]kupowania zestawu kina, warto wszystko dokładnie zmierzyć i kupić to, co będzie niezbędne. Wilson oferuje również przewody z miedzi OFC. Kabelki posiadają przezroczystą izolację w 3 grubościach: 2.5mm, 4.0mm i 6.0mm. Teraz możemy pójść na łatwiznę i zacisnąć gołe kable albo dokupić banany lub widełki i przewody porządnie polutować. Proszę się jednak przy tym nie rozpędzić tak, jak mi się to zdarzyło. Głośniki efektowe i centralny przygotowano do zawieszania. Nie posiadają zatem tradycyjnych, zakręcanych terminali, a jedynie zaciski, do których należy wsunąć goły przewód. W głośnikach frontowych optymalną średnicą wydaje się 4 mm oraz 2.5 mm dla głośników centralnego i efektowych.

Reasumując, chcąc staranie zakonfekcjonoać 6 przewodów, potrzebne jest kilka godzin. Czas ten zależy ponadto od dostępności przewodów, zacisków, lutownicy, termokurczy i… umiejętności. Weekend pęknie jak nic. [img:4:FR]Jest z tym trochę zabawy, ale zapewniam, że satysfakcja potem gwarantowana. Następnie czeka nas jeszcze kalibracja systemu. Piszę o tym wszystkim, bo z jednej strony jest to „cena fatygi”, którą musimy zapłacić by mieć kino w domu, a z drugiej – nie ma co tematu demonizować – to tylko kilka kabli przyciętych na długość. Jako załącznik do kolumn otrzymałem amplituner Denon AVR-X1300W. Jest on wyposażony w mikrofon i system do autokalibracji Audyssey. Podobne systemy spotyka się u większości producentów. Czynność ta zajmuje 5 minut i po kłopocie. Brzmienie systemu przed i po kalibracji to zupełnie dwa różne akustyczne światy.

Wilson to nowa marka stworzona przez największego polskiego dystrybutora sprzętu audio – firmę Horn Distribution. W pewnej chwili, firma ta działając również poza Polską: w Szwajcarii, na Węgrzech, Litwie i Czechach, zdecydowała się na powołanie do życia własnej marki. Wydaje się to być elementem naturalnego rozwoju. Może kiedyś więcej na ten temat napiszę. Przed nową marką postawiono konkretny cel: Wilson ma zaspokajać potrzeby klientów z aspiracjami, a wszystko obejmować ma segment “entry level”. Oferowany zestaw 5.0 to dwie pełnowymiarowe podłogówki frontowe, głośnik centralny i dwie satelitki efektowe. Zestaw dostępny jest w 3 kolorach: czarny, wenge i orzech włoski.

Wilson MoviX

Powszechne używanie obrabiarek CNC sprawia, że tanie jak i drogie kolumny schodzą z identycznych linii produkcyjnych – trzymają nienaganną jakość wykonania.

Głośniki frontowe – 1000 x 195 x 306 mm, kopułka 1” i dwa przetworniki średnio-niskotonowe 6.5”. Pasmo 45-20.000Hz. Czułość 90dB. Impedancja 4-8 Ohm. Terminal uniwersalny pozwala zacisnąć gołe przewody lub zakończone standardowym bananem.

Głośniki efektowe (podstawkowe) – 240 x 135 x 206 mm, kopułka 1” i niskotonowy 4”. Pasmo 60-20.000Hz. Czułość 89dB. Impedancja 4-8 Ohm. Terminal sprężynowy, akceptuje gołe przewody.

Głośnik centralny – 135 x 400 x 206 mm, kopułka 1” i dwa niskotonowe 4”. Pasmo 55-20.000Hz. Czułość 88dB. Impedancja 4-8 Ohm. Terminal sprężynowy, akceptuje gołe przewody.

Wilson MoviX

Wszystkie kolumny posiadają otwory bass-reflex umieszczone na przedniej ściance. Pozwala to na bardziej swobodne ustawienie ich w pomieszczeniu: blisko ścian lub wręcz na powieszanie zestawów. Membrany głośników wykonano z zabarwionej na kolor srebrny prasowanej celulozy. Aluminiowe cewki mają gwarantować ochronę przed przegrzaniem. Rekomendowana moc wzmacniacza do 130W, ale z moich obserwacji wynika, że to wartość chyba niedoszacowana ze względów bezpieczeństwa.

Wilson MoviX

Sub-10 – Jest głośnikiem opcjonalnym, sprzedawany oddzielnie za 1.600zł. To typowy subwoofer aktywny, z bass-reflex i 10″ przetwornikiem o długim skoku membrany. Pasmo 25-150Hz. Moc 150W. Na tylnym panelu znajdziemy przełącznik fazy oraz możliwość regulacji częstotliwości odcięcia zwrotnicy. Automatyczne przechodzenie w tryb uśpienia odbywa się po 13 min. Sub produkowany jest w kolorach: białym i czarnym. Suby kolorystycznie bardziej dopasowane zostały do mebli niż pozostałych głośników.

Często słyszy się narzekania na ceny subwooferów: że za drogie, że za co się płaci skoro on nawet nie gra tylko burczy w kącie. Sub to nie tylko duży wyspecjalizowany przetwornik ze specjalnym resorowaniem, potrafiący wprawiać w ruch spore masy powietrza. To również wyspecjalizowana zawarta we wzmacniaczu elektronika. Na zdjęciu po prawej widać komplet zacisków, do których możemy podłączyć kolumny frontowe. Umożliwia to precyzyjnie odcięcie tych część pasma, która ma nich nie obciążać i zostać przetworzona przez suba właśnie. Takie rozwiązanie pozwala na precyzyjne panowanie nad niskimi tonami.

Wilson MoviX
Wilson MoviX

Przetworniki w subach potrafią się wychylać z amplitudą niespotykaną w konwecjonalnych kolumnach pełnozakresowych. Membrany są ekstremalnie sztywne, a co za tym idzie dość ciężkie. Sprawne i dynamiczne wprawianie takiej masy w ruch wymaga wiele energii ukierunkowanej na jeden cel – poruszyć potwora. Ot i cała tajemnica na co idzie kasa…

Wilson MoviX

Uchylając nieco rąbka tajemnicy… nie, to nie jest mój salon (choćbym chciał). Zdjęcie zrobione w naszym redakcyjnym pokoju odsłuchowym. Naczelny narzekał, że ciasno, że dużo sprzętu stoi ale gdy mu wstawiłem dodatkowo dwa kina 5.1 a następnie zabrałem to okazało się, że jest tam, za przeproszeniem, kupa wolnej przestrzeni.

Odsłuch

To co za pewne ucieszy potencjalnych klientów to, to że MoviX-y nie boja się głośnego grania. Podczas sesji odsłuchowych grałem do 75% mocy amplitunera i było naprawdę głośno. Określiłbym to jako mój górny próg akceptacji na hałas. Podczas sesji w czytelny sposób dało się zauważyć co nas czeka gdy poskompimy na amplituner. Czasami po prostu okazuje się, że deklarowane 145W na kanał „nie daje rady”. Im głośniej gramy, a ścieżka filmowa jest bogato przyozdobiona efektami specjalnymi, dźwięk zaczyna się „spłaszczać i kompresować”. Ulega degradacji i traci na szczegółowości. Dopiero przyciszenie pozwala mu ponownie nabrać oddechu i rozmachu. O tym, że wina leżała po stronie amplitunera, a nie kolumn przekonałem się podłączając same fronty do 100W stereofonicznego wzmacniacza Micromega M-One. Te same fragmenty koncertów wzmocnione przez Francuza były tak namacalne, że miałem wrażenie, iż da się je wykrawać z powietrza łyżką.

Mój ulubiony test zderzeniowy w Babylon A.D. Jedzący królika Vin Diesel, na sekundy przed wielkim bum, które zmiecie ścianę za jego plecami. Huk gwałtownej eksplozji MUSI posiadać odpowiednią masę i w tym łomocie MUSI się dać usłyszeć świst przelatujących nad naszą głową cegieł.

Wilson MoviX

Przy okazji warto wspomnieć, że kinematografia niejedną ma twarz i podczas oglądania komedii, tragedii i seriali MoviX sprawia się celująco, ale to jedna strona medalu. Po ciemnej stronie księżyca istnieją horrory, s-f, kino akcji, które przed kolumnami stawiają zupełnie inne wymagania. Jak się chce mieć ciarki na plecach albo wziąć udział w wojnie na konsoli, to bez subwoofera ani rusz. I tu z pomocą przychodzi możliwość dokupienia Sub-10, który wart jest swoich pieniędzy.

Podsumowanie

Istnieją zestawy kinowe nawet o połowę tańsze, ale coś za coś. Pytanie czy zależy nam jedynie na postawieniu w salonie pudeł na pokaz, czy jednak szukamy rozwiązania stosunkowo niedrogiego, ale grającego lepiej niż wygląda. Spokojnie można powiedzieć, że Wilson MoviX 5.0 posiada bardzo korzystny stosunek ceny do jakości. W tych kolumnach drzemie duży potencjał i warto do niego dotrzeć, kupując wydajny amplituner z podobnej lub nieco wyższej półki cenowej. Podstawowy zestaw MoviX 5.0 jest w stanie zaspokoić większość potrzeb początkującego kinomianiaka. Fronty schodzą dość nisko i Subwoofer nie jest konieczny, ale sprawienie sobie instalacji kinowej bez niego to jak jeść rosół, bez soli. To właśnie potęga basu jest tym co odróżnia oglądanie filmów od słuchania muzyki.

Szukając amplitunera zwróćmy uwagę by posiadał on jakiś system autokalibracji.
Tu widać mikrofon na tekturowej podstawie, który ustawia się na wysokości uszu widza.

Mądrze dobrany zestaw stereofoniczny jest w stanie dać wiele radości, ale trudno nazwać to kinem domowym. Dla większości konsumentów optymalna konfiguracja i jednocześnie rynkowy standard to systemy 5.1. Dysponujemy wówczas dwoma kanałami przednimi, głośnikiem centralnym odpowiadającym za bardzo ważny aspekt jakim są dialogi (przyjmuje się, że 60% ścieżki filmowej to właśnie dialogi, a nie wybuchy). Do tego, budujące przestrzeń, dwa kanały efektowe.

Oglądając film bez dookólności można się oczywiście obyć, ale pamiętajmy, że na drodze ewolucji staliśmy się uwrażliwieni na subtelne sygnały zagrożeń czających się w przysłowiowych krzakach. Trzask pękającej gałązki przed nami i ten sam trzask za naszymi plecami to zupełnie dwie różne sytuacje: w pierwszym przypadku my polujemy, w drugim polują na nas.

Wilson MoviX
Audio Wideo

Test głośników Wilson Raptor 7 – Audio-Video

Na europejskim poziomie

Dzis kazdy moze stworzyc nowa marke, zarejestrowac znak towarowy, zrobic strone internetowa i rozpoczac sprzedaz. Nieco trudniej jest znalezc własciwego kontrahenta-wykonawce (na przykład w Chinach), stworzyc oferte, a chyba najtrudniej zapewnic wykreowanym produktom szeroka i skuteczna dystrybucje, nie zapominajac przy tym wszystkim o pewnych drobiazgach, które nietrudno przeoczyć.

Warszawski Horn, bedacy jednym z najwiekszych dystrybutorów specjalistycznego sprzetu audio i wideo w naszym kraju, postanowił miec swoja marke głosnikowa, by móc skuteczniej „powalczyc” w sieciach handlowych. O ile jednak tego typu produkty zwykle nie trafiaja do czasopism branzowych z uwagi na obawy samych zainteresowanych, dotyczace ewentualnych wyników testu, to w przypadku Wilsonów rzecz miała sie jakby odwrotnie. Szef działu PR, zadziwiajaco pewny swego, najpierw namówił mnie (skutecznie) na przetestowanie zestawu Cinematic (AV 11/2016), zas pare miesiecy pózniej „wyskoczył” z nowym tematem o nazwie Raptor. Wiedziałem, ze nie bedzie to słynny amerykanski pickup marki, która od pewnego czasu bardzo lubie – jakaz szkoda! – lecz para głosników stereo: mniejsze „piatki” lub wieksze „siódemki”. Długo sie nie zastanawiałem, ale skoro to Raptory, to przeciez musza byc te wieksze! No wiec sa…

Pobierz cały tekst:

StereoLife

Test głośników Wilson Raptor 3 – StereoLife

Wilson Raptor 3

Wilson Raptor 3

Dostając do przetestowania kolumny kompletnie nowej, nieznanej szerzej marki, powinienem skakać z radości, że to akurat ja mogę posłuchać i ocenić coś świeżego na rynku. Zwłaszcza, że jest to mój pierwszy profesjonalny opis sprzętu. Dlaczego więc zacząłem niniejszą recenzję w tak tajemniczy sposób? Otóż w jednym z maili poprzedzających test otrzymałem informację, że czeka na mnie produkt, którego nikt z redakcji jeszcze nie słuchał. Dowiedziałem się tylko, że będą to niedrogie monitory wprowadzone na nasz rynek przez jedną z największych firm zajmujących się na ogół dystrybucją, a nie produkcją sprzętu audio. Otrzymałem jednak zapewnienie, że kolumny wyglądają porządnie, więc zgodziłem się na ich zrecenzowanie. Trochę w ciemno, ale co tam! Sprzętem audio zajmuję się już jakiś czas, ale czekałem na szansę przeprowadzenia pierwszego prawdziwego testu, czy to kolumn czy też elektroniki. Jednak jak to często bywa, w każdej sympatycznej historii musi być jakiś haczyk – czarny charakter, którego zadaniem będzie upewnić się, że nie wszystko będzie szło gładko. W przypadku Wilsonów tym haczykiem był oczywiście brak jakichkolwiek informacji o marce. Poza krótkim newsem zamieszczonym na naszym portalu jakiś czas temu – czarna dziura. Żadnych innych testów, opinii na forach czy ocen klientów na stronach sklepów i w wyszukiwarkach cenowych. Google miotało się wyrzucając linki do znanych i cenionych producentów, jak Wilson Audio oraz Wilson Benesch. Nie ma się czemu dziwić – jestem przekonany, że audiofilom również takie skojarzenia przyszłyby do głowy. Plus jest taki, że mogę podejść do testowanego produktu bez jakichkolwiek oczekiwań lub uprzedzeń. Zaczynamy więc od czystej, białej kartki. A co się na niej znajdzie? Zaraz się przekonamy!

Nową markę wypadałoby krótko przedstawić, więc nie ustawałem w poszukiwaniach informacji na jej temat. W końcu jest! Znalazłem, wydawałoby się, mojego Świętego Graala. Na stronie dystrybutora mogłem przeczytać coś więcej na temat firmy i jej produktów. Ku mojemu zaskoczeniu, w zakładce opisującej genezę powstania i filozofię marki trafiłem na dość jałową, oklepaną formułę, którą chyba większość producentów mogłaby umieścić na swojej witrynie. Dowiedziałem się, że marka Wilson powstała jako rezultat wieloletnich doświadczeń w międzynarodowej dystrybucji sprzętu audio najwyższej jakości i zapotrzebowania rynku na głośniki dostosowane do współpracy z komponentami kina domowego i stereo klasy popularnej, zapewniających bardzo dobry stosunek jakości do ceny. Producent, a raczej dystrybutor, zapewnia też klientów, że głośniki Wilsona są projektowane i produkowane z najwyższą dbałością o szczegóły. Dobry dźwięk ma zapewniać prawidłowe wykorzystanie i rozmieszczenie poszczególnych elementów. Ale znalazła się tu również informacja bardzo praktyczna i życiowa – otóż wszystkie produkty marki Wilson są wytwarzane przez wyspecjalizowane fabryki w południowych Chinach i na Tajwanie, przy zachowaniu restrykcyjnej kontroli jakości. I na tym koniec informacji o firmie – dosłownie nic więcej. Lekka konsternacja, no bo skąd się to w ogóle wzięło? Kto jest pomysłodawcą tego przedsięwzięcia? Cóż, jestem przyzwyczajony do tego, że wchodząc na stronę danej firmy mogę zapoznać się z historią jej powstania, ale tutaj chyba nikt nawet nie silił się na dorabianie filozofii do całkiem prostego pomysłu. Równie dobrze można było napisać, że potężna firma dystrybucyjna potrzebowała dobrych i tanich kolumn, więc stworzyła własną markę, znalazła dojście do dalekowschodniego producenta i wprowadziła nowe produkty na rynek. Co byście nie pomyśleli, ma to swoje plusy. Mniej pośredników to mniejsze koszty, a więc – być może – lepszy produkt za te same pieniądze. A opowieści o stuletniej historii i cewkach nawijanych przez anioły – brak.

Rzut oka na logo – pierwsze skojarzenie to podobieństwo do słynnego w świecie sportu koncernu produkującego sprzęt tenisowy. Hola! Czyżby te głośniki były tak szybkie i bezbłędne jak rakiety, których używa Roger Federer? Ciekawe, naprawdę ciekawe… Klikam na przegląd oferty. Znajduję cztery podgrupy – przewody audio, subwoofery, seria Raptor oraz zestawy głośnikowe. Jeśli chodzi o kable, to na razie zobaczymy tylko informację, że pojawią się wkrótce. Ich ceny sugerują, że będą sprzedawane na metry, do konfekcjonowania we własnym zakresie. Aktywne wspomaganie basowe to obecnie tylko dość solidny i ładny SUB-10, dostępny w kolorach czarnym oraz białym. Znaczy to więc, że nie będzie trzeba szukać subwoofera u innych producentów, by skompletować sobie kino domowe, przez co niejako rozwiązała się zagadka tych zestawów głośnikowych. Są to, jak się okazało, komplety 5.0 oparte na czterech “gotowcach”, z czego dwóch bardzo tanich – MoviX i Cinematic. Dalej – groźnie brzmiąca, przypominająca z nazwy małe, zwinne i bardzo niebezpieczne dinozaury seria, z której otrzymać miałem największe zestawy podstawkowe. Wpatruję się chwilę w monitor, mrużę oczy, przybliżam i oddalam twarz… Naprawdę odnoszę wrażenie, że już gdzieś spotkałem takie kolumny. W tej samej serii znajdziemy również podłogowe modele Raptor 7 i Raptor 5, mniejsze monitory Raptor 1 i Raptor Mini, a także głośnik centralny Raptor Vokal. Wszystkie również dostępne w dwóch kolorach – czarnym i białym.

W tym momencie już dokładnie wiedziałem czego tak mocno szukałem w głowie i z czym Wilson mi się skojarzył. Wygląd zewnętrzny, nazwy, a nawet wymiary – wszystko naprawdę mi tu pasowało… DALI Zensor? Szok, prawda? Zwłaszcza, że ceny, jakie widnieją przy Raptorach są zupełnie, zupełnie inne, oczywiście na korzyść klienta. Jeżeli moja teoria choć częściowo by się sprawdzała, to monitory będące obiektem dzisiejszego testu są o 800 zł tańsze, niż ich duńskie odpowiedniki. Zensory 3 kosztują 1998 zł, a Raptory 3 – 1198 zł za parę. Szalenie zastanawiające. Tym bardziej, że markę Wilson wprowadził na rynek dystrybutor kolumn DALI. Na pierwszy rzut oka wygląda to tak, jakby ktoś chciał zrobić swoim klientom duży prezent, nie licząc się nawet z tym, że zafunduje sobie wewnętrzną konkurencję. Cały czas uwierają mnie tutaj te Chiny i Tajwan, ale dzisiejszy rynek audio rozwija się w straszliwym tempie, a tamte tereny zostały już opanowane nawet przez bardzo znaczące marki, produkujące o wiele droższy sprzęt, niż Wilson. Czy zatem głośniki produkowane w Azji na zamówienie europejskiego dystrybutora, nie mające za sobą ani długoletniej historii ani ciekawej filozofii, mogą zagrozić europejskim standardom? Kiedy kurier zapukał do drzwi, moja ciekawość była taka sama, jak w momencie czytania maila z propozycją testu.

Wilson Raptor 3

Wygląd i funkcjonalność

Po załatwieniu formalności z kurierem, wtaszczyłem ważący dobre dziesięć kilo karton do pokoju. Owinięty czarną folią pakunek był tajemniczy i zapowiadał coś intrygującego – mimo, że przecież wiedziałem, co w nim jest. Po pozbyciu się folii, z dwóch stron tektury pojawiły się informacje na temat zawartości. Z jednej – duże, pełne logo Wilsona oraz nazwa modelu i ich graficzna podobizna z dopiskiem “Bookshelf Speaker Set”. W dosłownym tłumaczeniu – zestaw głośnikowy na półkę z książkami, co można oczywiście podać w bardziej zrozumiałej formie – głośniki podstawkowe. Z drugiej strony kartonu znalazłem specyfikację monitorów, wypisaną w kilkunastu językach – polskim, niemieckim, włoskim, a nawet litewskim. A pod nimi… Aż się zdziwiłem! Adres strony internetowej, która jednak okazała się być przekierowaniem na stronę dystrybutora. Nie można było po prostu podać tej drugiej? W sumie nieważne, to tylko takie czepianie się, bo przecież i tak mało kto dostrzeże ten adres. W końcu najważniejsze jest, że otwieramy nasze wymarzone głośniki. Na opakowaniu napisano jeszcze, niedużym drukiem, że produkt został złożony w Chinach. Przynajmniej firma się tego nie wstydzi, a wielu europejskich producentów jakoś tak nie ma odwagi otwarcie przyznać się, że już tylko najdroższe kolumny wytwarza w swoim ojczystym kraju, a cała reszta powstaje “wiadomo gdzie”.

Ponieważ paczkę dostałem w dość mroźny dzień, postanowiłem dać kolumnom jakiś czas na odpoczynek po podróży – przecież nikt nie lubi zmęczony przystępować do pracy. A tutaj pracy czekało sporo, bo głośniczki spędziły u mnie jakieś dwa tygodnie i zrozumiałym jest fakt, że nie zamierzałem tylko na nie patrzeć. Chociaż, szczerze, jak na produkt za 1198 zł za parę, jest na czym oko zawiesić. Po otworzeniu kartonu i zdjęciu wierzchniej warstwy ochronnej pod postacią usztywnionego styropianu, delikatnie wyjąłem po kolei opatulone w białe worki Wilsony. Biała wersja bardzo przypadła mi do gustu – to duża zaleta w przypadku tak budżetowego produktu. Monitory wyglądają schludnie i elegancko, jeśli można użyć takiego określenia w odniesieniu do tak tanich kolumn. Wilsony robiły bardzo dobre wrażenie nawet postawione w miejscu, w którym normalnie mieszkają moje Paradigmy 3v3. Przede wszystkim Raptory 3 sprawiają wrażenie głośników, które wiedzą czym są i do czego zostały stworzone. Może zabrzmi to trochę złośliwie, ale wyglądają jak wynik upojnej nocy jakichś głośników Wilsona Benescha i DALI, przy czym po pierwszych zostało nazwisko, a po drugich nasze maluchy odziedziczyły sporo cech konstrukcyjnych. Fronty wykończono błyszczącym lakierem, a resztę pokryto starannie spasowaną, matową okleiną. Jak na monitory w tej cenie – w porządku. Z tyłu mamy otwór bass-reflexu i pojedyncze terminale przyzwoitej jakości. Wrażenia z oględzin Raptorów 3 są naprawdę pozytywne. Nawet gdybyśmy mieli porównywać je z odrobinę droższymi produktami, wciąż byłoby co najmniej przyzwoicie.

Jednak żeby nie było tak kolorowo i monotematycznie, znalazłem też kilka minusów tej konstrukcji. Pierwszym są bardzo tanio wyglądające maskownice, które piekielnie ciasno wchodzą w otwory mocujące. Jakością wykonania nie pasują do bardzo fajnie wyglądających kolumn. Po drugie dość niezręcznie wygląda moim zdaniem połączenie błyszczącego frontu z matową częścią obudowy. Można się domyślać, że zrobienie obudów w jednolitym wykończeniu byłoby po prostu o wiele droższe. Wszystko jedno czy firma wybrałaby lakier czy okleinę, spasowanie panelu frontowego z resztą skrzynki musiałoby być idealne, a tutaj pod palcem czuć, że nie jest idealnie. Oprócz tego mógłbym przyczepić się, że monitory z tunelem rezonansowym umieszczonym z tyłu nie za bardzo nadają się do stawiania na regale z książkami, ale to w końcu kwestia gustu i indywidualnych potrzeb. Nie jest to przecież produkt adresowany do hi-endowców, którzy będą dbać o każdy szczegół. Raptor 3 to bardziej monitor na podstawkę, niż głośnik biurkowy czy regałowy. Zainteresowanym polecam więc zawczasu rozejrzeć się za stosowanymi stendami, a jeśli ustawienie głośników na specjalnych postumentach nie wchodzi w grę, lepiej przyjrzeć się modelowi Raptor 1.

Wilson Raptor 3

Brzmienie

Nadeszła pora na podłączenie i rozruch testowanych monitorów. Ustawiłem je pod lekkim skosem w stosunku do punktu, gdzie miałem siedzieć. Zresztą w instrukcji dołączonej do głośników sugerowane jest nawet takie rozwiązanie. Pozostało tylko wpiąć kable, odpalić wzmacniacz i załadować pierwszą płytę. Ponieważ jednak dotarła do mnie zupełnie świeża para, zdecydowałem się na inny zabieg polegający na odpaleniu kolumn i pozostawieniu ich na kilka dni. Oczywiście byłem w tym czasie w pokoju i robiłem to, co zwykle robię, ale starałem się nie wsłuchiwać w całe to wygrzewanie i nie osądzać Raptorów 3 na tej podstawie. Miały po prostu grać sobie z boku, a ja produkowane przez nie dźwięki wpuszczałem jednym uchem i wypuszczałem drugim. Przy średnim poziomie głośności Wilsony grały non-stop. Zmieniałem tylko płyty, choć i tutaj nie nastawiałem się na jakieś konkretne gatunki – na to czas miał przyjść później.

Kiedy zacząłem po paru dniach bardziej skupiać się na dźwięku, jaki serwują te monitory, doszedłem do wniosku, że jak na zestawy o tych gabarytach, w cenie 1198 zł za parę, to jest naprawdę całkiem nieźle. Żeby było jasne – nie katowałem ich na dzień dobry i założyłem sobie, że nie będę przekraczał poziomu “za kwadrans dwunasta” na potencjometrze w moim wzmacniaczu. Głośniej dałem im się wyżyć dopiero pod koniec testu. Dźwięk, jaki generują Raptory 3, jest ze wszech miar przyzwoity. Powiedziałbym nawet, że jest trochę kokietujący, a mówiąc prostszym językiem – delikatnie podbarwiony. W pierwszej chwili wydaje nam się, że oto trafiliśmy fenomenalne monitory za świetne pieniądze i nie musimy szukać nic innego. Wilsony szybko zdobyły moje zaufanie solidną stereofonią. Zauważyłem jednak, że mają tendencję do podawania bardzo dynamicznego, rytmicznego basu kosztem wyższych rejestrów, które przy takim rozłożeniu akcentów stają się subiektywnie jaśniejsze. Na dłuższą metę taka koncepcja kształtowania brzmienia może być męcząca.

Na brawa zasługują wokale, które są czytelne, wyraźne i ani w głowie im seplenienie czy syczenie. Jednak czasem czuć było, że średnica jest jednocześnie wysuwana do przodu, powodując ściśnięcie reszty pasma gdzieś z tyłu. Wilson potrafi też zaskoczyć szczegółowością, a do tego barwy poszczególnych instrumentów były oddane w sposób naturalny, co jest sporym sukcesem biorąc pod uwagę fakt, że słuchamy głośników za tysiąc złotych z kawałkiem. Największym problemem Wilsonów jest niestety rozjaśnienie dźwięku, które mimo wszystko coraz bardziej mi przeszkadzało, a im głośniej, tym było zdecydowanie gorzej. Oczywiście można trochę wyrównać charakterystykę tonalną tych monitorów poprzez umiejętny dobór elektroniki i okablowania, a w najgorszym wypadku skorzystać z regulacji barwy we wzmacniaczu, ale ja podczas testu miałem wszystko ustawione na zero i przechylenie równowagi częstotliwościowej na korzyść wysokich tonów było dość wyraźne.

W porządku – czyli za bardzo niewielkie pieniądze dostajemy monitory, które wyglądają dobrze, grają naprawdę nieźle i wymagają od kupującego jedynie rozsądnego doboru urządzeń towarzyszących lub po prostu zaakceptowania nieco rozjaśnionego brzmienia? Hmm, to by nie był taki zły interes, prawda? Niestety pod koniec testu odkryłem jeszcze jeden minus Raptorów 3. Gdy tylko zdecydowałem się przekroczyć poziom głośności, który na początku uznałem za bezpieczny, testowane monitory zaczęły zachowywać się trochę nieprzewidywalnie. Wysokie tony stały się jeszcze jaśniejsze, zmieniając żywe, przejrzyste i szybkie kolumienki w zestawy produkujące dużo nieprzyjemnego hałasu. Pomijam już jakość realizacji nagrań, moc wzmacniacza czy inne aspekty mogące wzmacniać ten efekt. Fakt jest taki, że Raptory 3 nie są monitorami do nagłaśniania małych dyskotek. Jeśli słuchacie muzyki na niskich lub średnich poziomach głośności, wszystko będzie w porządku, ale jeśli lubicie ostro dawać czadu, to takie granie raczej im się nie spodoba. Na plus mogę powiedzieć, że bas specjalnie się nie zmieniał – nadal był dynamiczny i mocny, choć po przekroczeniu tego krytycznego poziomu głośności zaczynał zlewać się w jedną masę. W szybkich i ostrych fragmentach było słychać, że głośniki zaczynają się już trochę dusić, choć i tak były bardzo dzielne i robiły wszystko, aby nie dać po sobie tego poznać. Gdy kolejnego dnia włączyłem te same nagrania na niższym poziomie głośności, wszystko było w najlepszym porządku. Jakbym obcował z kompletnie innym produktem!

Uważam, że Wilson Raptor 3 to kolumny, które najlepiej sprawdzą się z ciepłym albo gęsto grającym wzmacniaczem. Oczywiście każdy ma swoje ucho i swoją koncepcję tego, jak lubi słuchać muzyki, ale moim zdaniem z elektroniką oferującą takie typowo brytyjskie brzmienie, testowane monitory zgrają się najlepiej. Można je wtedy łatwo okiełznać, a ich brzmienie staje się soczyste i przyjemne. Aż chce się je zatrzymać na dłużej. Jest tylko jeden warunek – pokrętło głośności trzeba trzymać na wodzy, bo na przekroczenie pewnego poziomu mocy Wilsony reagują alergicznie. Jeśli będziecie o tym pamiętać, możecie wypróbować miliardy połączeń i jest duża szansa, że któreś rozwiązanie będzie tym idealnym, a dla niektórych nawet – wybitnym.

Wilson Raptor 3

Budowa i parametry

Wilson Raptor 3 to dość zgrabna konstrukcja dwudrożna z otworem bass-reflex dmuchającym w tył. W wykończonym na wysoki połysk froncie zatopione są dwa głośniki – 16-cm woofer oraz umieszczona wyżej 25-mm kopułka otoczona srebrnym kołnierzem. Obudowy wykonane są z płyty MDF pokrytej starannie białą okleiną. Pojedyncze terminale są solidne i można je odkręcać, co ułatwi sprawę osobom chcącym skorzystać z widełek lub gołych kabli. Producent rekomenduje napędzanie Raptorów 3 wzmacniaczem o mocy od 25 do 125 W. Zestawy osiągają skuteczność 88 dB, a ich pasmo przenoszenia podawane przez producenta rozciąga się od 50 Hz do 20 kHz. Jeśli chodzi o impedancję, producent podaje ją w formie przedziału 4-8 Ω. To dość nietypowy zabieg, bo przeważnie stawia się na jedną wartość, ale jeśli impedancja Wilsonów faktycznie mieści się w tym zakresie, to większość wzmacniaczy spokojnie powinna sobie z nimi poradzić. Nieduże gabaryty testowanych monitorów pozwalają na łatwe podjęcie decyzji odnośnie ich ustawienia. Warto jednak zaopatrzyć się w porządne podstawki i nie wpychać głośników w ciasne zakamarki.

Konfiguracja

NAD 310, Marantz CD5004, QED Qunex 2, Sonic Link Areo.

Wilson Raptor 3

Werdykt

Ciężko jest oceniać produkt, który tak naprawdę nie wiem skąd się wziął, do kogo jest adresowany i czy w ogóle przetrwa na rynku. Ale pomijając fakt, że sama marka jest w tej chwili zupełnie świeża, Raptory 3 prezentują się bardzo przyzwoicie. W żadnym aspekcie nie odczułem tego, że mam do czynienia z produktem bardzo tanim, chociaż oczywiście porównując je z droższymi kolumnami mógłbym wypunktować kilka ich mankamentów. Zaraz jednak wracała do mnie myśl, że to przecież tylko budżetowe, a nawet bardzo budżetowe monitory. Cena na poziomie 599 zł za sztukę sprawia, że na pewne rzeczy po prostu nie mamy prawa narzekać. Nie oznacza to, że stałem się fanem Wilsonów, ale dla kogoś, kto kompletnie nie musi być częścią tego zwariowanego świata audio, jest to produkt prawie idealny. Przynajmniej na początek, bo jeśli ktoś chce od razu stać się posiadaczem podobnych kolumn z wyższej półki, ma do wyboru całe mnóstwo marek i modeli, ale powinien się raczej przygotowywać na większy wydatek. Dla mnie Wilson Raptor 3 to przede wszystkim ciekawa propozycja dla posiadaczy małych wzmacniaczy lub nawet cyfrowych systemów all-in-one, jak Marantz Melody albo Denon CEOL. To monitory w niczym nie przynoszące wstydu podczas zwykłego, codziennego słuchania muzyki. A że trochę uwodzą w pierwszym kontakcie, a później okazują się nie być takie grzeczne i uniwersalne? Cóż, w zamian dostajemy niezłą dynamikę i fajną scenę stereo. Jeśli taki produkt potrafi zrobić firma, która wyskoczyła na rynek jak filip z konopi, to nie ma co marudzić.

Dane techniczne

Rodzaj kolumn: podstawkowe, dwudrożne, wentylowane
Efektywność: 88 dB
Impedancja: 4-8 Ω
Pasmo przenoszenia: 50 Hz – 20 kHz
Zalecana moc wzmacniacza: 25-125 W
Wymiary (W/S/G): 32/19,5/26,2 cm
Masa: 4,85 kg (sztuka)
Cena: 1198 zł (para)

Sprzęt do testu dostarczyła firma Horn Distribution.

Zdjęcia: Marcin Jaworski, StereoLife.

Wilson Raptor 3
Technikarium

Test i recenzja kolumn podłogowych Wilson Raptor 7

Audio Video

Test zestawu głośników Wilson Cinematic 5.0 – Audio-Video

Niezłe kino?

Tworzenie własnych marek sprzetu stało sie w dzisiejszych czasach powszechna praktyka. Dotyczy to wszelkich dziedzin handlu – poczynajac od branzy spozywczej, poprzez odziezowa, skonczywszy na elektronice, akcesoriach, okablowaniu itp. Producentów w Chinach sa tysiace, którzy tylko czekaja na zamówienia firm z Europy czy Stanów Zjednoczonych. Przykładów tego typu nie brakuje równiez u nas. Niektóre z marek stworzonych na potrzeby polskiego rynku odniosły niemały sukces – wystarczy wymienic takie, jak Koda czy TAGA.

Jesli produkt jest dobry, a własciciel marki dba o jego ciagłe doskonalenie, to czemu nie? Korzystaja obie strony: klient moze otrzymac produkt tanszy niz analogiczny wyrób znanej marki, zas własciciel marki, który jednoczesnie jest dystrybutorem, maksymalizuje zyski. Marka Wilson jest efektem takiego własnie zabiegu jednej z najwiekszych polskich firm dystrybucyjnych, która działa takze na dwóch innych rynkach – wegierskim i szwajcarskim. Przedmiotem testu jest 5-kanałowy zestaw głosnikowy Wilson Cinematic 5.0. Nazwa, trzeba przyznac, budzi jak najlepsze skojarzenia. Zbiorcze opakowanie tez daje złudzenie obcowania z produktem „europejskim”: napisy, podobnie jak instrukcje obsługi, przygotowano az w osmiu jezykach, co w naszych realiach praktycznie sie nie zdarza…

Pobierz cały tekst: